niedziela, 07 lutego 2010
sobota. nic mnie nigdzie nie goni. oglaszam dzien lenistwa :-) leniwie plyna chmury na niebie. pozne leniwe sniadanie. croissanty z dzemem truskawkowym. leniwa kawa z mlekiem. leniwa zabawa z energicznym Kruszynkiem. leniwa goraca czekolada w milym towarzystwie w milej knajpce. leniwy wypad do znajomych, gdzie tylko Kruszynek (nowe przezwisko Pudzian) sie nie leni i przestawia meble ;-) a po powrocie leniwy wieczor przed tv i obowiazkowe leniwe fajitas na pozna obiadokolacje... ![]() fajitas z kurczakiem (4 sztuki): 1 czerwona papryka 1 zielona papryka 1 cebula 2 piersi kurczaka kawalek zoltego sera (uzywam edam) przyprawy: slodka i ostra papryka, sol, odrobina cukru, czosnek granulowany, pieprz cayenne, kumin ponadto: olej do smazenia gotowe placki tortilla cebule pokroic w piorka, a obie papryki w waskie paseczki. na rozgrzany olej wrzucic najpierw cebule, chwile smazyc, nastepnie papryke. smazyc razem okolo 5 minut, az zaczna brazowiec. zdjac z patelni. piersi pokroic w drobne paski. wymieszac wszystkie przyprawy. obtoczyc w nich mieso. smazyc na odrobinie oleju na rumiano. pod koniec smazenia dorzucic cebule i papryke. smazyc jeszcze chwile razem. polozyc farsz na placki tortilli. posypac starym na duzych oczkach zoltym serem. zwinac w rulon. wlozyc na kilka sekund do mikrofali do rozpuszczenia sie sera. mozna podawac np. z sosem czosnkowym, klik klik. przepis oczywiscie idelanie pasuje do akcji "obiady mlodej mamy - zima", prowadzonej przez Pele: ![]()
czwartek, 04 lutego 2010
przez tyle wspolnych lat razem "nauczylam" Faceta, ze kilka potraw, ktore wczesniej uznawal za niejadalne, nie sa jednak takie zle. Facet "nauczyl" mnie, ze nie wszystko, co ja sama lubie, jest dobre... generalnie tak sobie siebie "uczymy"... tym razem postanowilam, ze "naucze" go jesc szpinak... ;-) ![]() moglabym pojsc na latwizne. a co?! kupic liscie szpinaku i usmazyc je na maselku. ale na slowo "szpinak" Facet dostawal gesiej skorki i zadne maselko by tu nie pomoglo. zatem? trzeba bylo wymyslec okrezna droge. na tyle okrezna, zeby po zjedzeniu Facet powiedzial: "hmmmm... jak tak smakuje szpinak, to poprosze dokladke!"... udalo sie?? cannelloni ze szpinakiem i ricotta powinno bylo idealnie pasowac do misji. jednak po zwiedzeniu calego miasta w poszukiwaniu makaronu cannelloni moj pomysl okazal sie niewypalem. w glowie zaswiecila sie zarowka numer 1: wystarczy chwile ugotowac makaron na lasagne i zwinac w ruloniki jak cannelloni. w szafce jednak nie znalazlam i tego makaronu. a na miasto juz mi sie nie chcialo isc. akurat Facet bawil sie z Kruszynkiem w "piiiiipiiiii- trabimy kierownica na Pana Zabe co rechocze" (nie pytajcie mnie o zasady tej zabawy, ok? to takie meskie gry, ktore niekoniecznie zrozumiemy ;-) bo chocby dlaczego Zaba jest panem? ;-)), wiec znalazlam chwile czasu na usmazenie nalesnikow. bo kiedy zarowka numer 2 zaswiecila sie w mojej glowie: zamiast cannelloni uzyje nalesnikow, one na pewno zawina sie w rulon! to juz bylo jasne, ze dzis na obiad mamy szpinak! a teraz chwila prawdy: szpinak zostal zjedzony. przelkniety bez zadnych bolesci. nawet polubiony. ale... no wlasnie! niekoniecznie do powtorki, wedlug Faceta oczywiscie. bo wszystkim tym, ktorzy szpinak lubia, danie polecam i to bardzo!! przepis z malym zmianami ze starego, pazdziernikowego numeru "olive". ![]() nalesniki ze szpinakiem i ricotta (sztuk 8): 250g serka ricotta 250g szpinaku 1 zabek czosnku 1 cebula 8 sztuk gotowych nalesnikow bez dodatku cukru (polecam z tego przepisu, klik klik) 1 puszka pomidorow 50g sera edam odrobina soku z cytryny sol, pieprz, ziola prowansalskie ponadto: kawalek masla do smazenia usmazyc nalesniki wedlug ulubionego przepisu (powinny nie zawierac cukru) lub tego, klik klik. przygotowac farsz: na rozgrzana patelnie wrzucic kawalek masla. dodac pokrojona w drobna kosteczke cebule. zeszklic, zezlocic. dodac pokrojony drobniutko zabek czosnku. smazyc chwile razem. nastepnie wrzucic poszatkowane nieco liscie szpinaku. smazyc tak dlugo, az szpinak zmieknie i bedzie gotowy. ostudzic. w misce wymieszac ricotte, usmazony szpinak i odrobine soku z cytryny. nakladac farsz na nalesniki, zwijac w rulony. pomidory z puszki zmiksowac. przyprawic. 1/3 pomidorow wylozyc na dno formy, w ktorej bedziemy danie zapiekac. porozkladac na nich zawiniete nalesniki z farszem. posmarowac reszta pomidorow i posypac startym na duzych oczkach tarki serem. zapiekac 25-30 minut w 180 stopniach. podawac cieple. to danie jest naprawde szybkie i latwe w obsludze, o ile mamy gotowe nalesniki. zakladajac, ze upieklismy je wczesniej i osiem sztuk nam zostalo, zapisuje je do listy potraw na akcje "obiady mlodej mamy - zima", ktora prowadzi Pela: ![]()
wtorek, 02 lutego 2010
przepraszam bardzo, to my mamy karnawal? - zapytala Cudawianki Faceta... hmmm... odpowiedz okazala sie bolesna. otoz, dzieki Kruszynkowi zapomnielismy co to dobra zabawa. za to mamy w zamian obolale kolana, podczas klekania, gdy Kruszynek stawia pierwsze kroki. ale, kto by narzekal?? swiat i tak widze przez rozowe okulary :-) ![]() karnawal karnawalem. tance tancami. wystarcza te z Kruszynkiem. tany, tany ;-) za to jesc trzeba i oto zapraszam na swietne karnawalowe pierozki z kurczakiem i kremowa kukurydza. a jak sie skonczy karnawal to pierozki beda rownie dobrze smakowac! ;-) przepis jest modyfikacja pewnego przepisu, ktory wieki temu zapisalam sobie z netu. niestety, mozecie mnie nawet zastrzelic, ale jak na zlosc nie moge teraz znalezc tej strony. jesli ktos zna ten przepis, czekam na podpowiedz... z gory dziekuje! ![]() pierogi z kurczakiem w ciescie francuskim (12 sztuk): 2 piersi kurzece 1 puszka (325g) kukurydzy 2 lyzki mleka 3 lyzki smietany 18% 12 cebulek od szczypiorka sol, pieprz, ulubiona przyprawa do kurczaka 1 blok (500g) ciasta francuskiego ponadto: olej do smazenia jajko do posmarowania maka do wysypania formy piersi kurzece pokroic w drobna kostke. obtoczyc w ulubionej przyprawie do kurczaka. usmazyc na odrobinie oleju na zloto. odtluszczyc na papierowym reczniku. kukurydze z puszki odsaczyc. wlozyc do blendera. wlac tam mleko. zmiksowac razem na w miare gladka mase. polaczyc z kurczakiem. wymieszac ze smietana oraz drobno pokrojonymi cebulkami. na koniec doprawic do smaku sola i pieprzem. ciasto rozwalkowac. wycinac kwadraty. nakladac farsz i zlepiac pierogi w trojkat. skrecac brzegi, jak na zdjeciach. jajko rozbeltac. posmarowac nim pierozki, ulozone na blaszce, posypanej odrobina maki. zapiekac przez 25 minut do zarumienienia sie w 200 stopniach. podawac cieple lub zimne. przepis laduje na liste akcji "karnawalowe przekaski" jaka prowadzi olciaky: ![]()
niedziela, 31 stycznia 2010
szczerze powiedziawszy dluuugo zastanawialam sie co by Wam tu zaserwowac tuz po powrocie. niby mialam w glowie jakies pomysly, ale chyba wyparowaly w czasie, jak sie okazalo niezbyt stresujacej (Kruszynek jest chyba synkiem idealnym, odpukac w niemalowane ;-), bo spispal sie na medal!) podrozy. a potem... coz, potem spotkala mnie szara rzeczywistosc. i zakurzona kuchnia, bo Facet posprzatal wszystko oprocz mojego krolestwa, jak nazywa wlasnie kuchnie ;-) ![]() minelo zatem kilka dni, zanim znow stanelam przy garnkach. a wlasciwie przy jednym garnku, bo kochani (!) otoz Kruszynek wypelnia moj grafik po brzegi, probujac bujac sie (bo chodzeniem tego nazwac jeszcze nie mozna), zamiast raczkowac i zajmujac moj czas i rece od rana do wieczora. powiedzcie mi, skad on czerpie tyle energii? ;-)) przy takim synku nie ma wiec, jak zupa. szybka i latwa w obsludze. i wlasnie taka jest zupa cebulowa. najwiecej czasu zajmuje bowiem pokrojenie cebuli! hahaha... poza tym swietnie rogrzewa w tych ciezkich dla nas czasach kaszlowych przywiezionych jeszcze z PL (zjedz czosnek i cebule to ci przejdzie kochanie, powiadala babcia, ale jak tu zjesc pol kilograma cebuli bez wyrzytow sumienia? najlepiej w cebulowej! ;-)) poza tym ta zupa, niby taka nijaka, bo z cebuli, za to tak rozslawiona przez Francuzow, ze czesto podawana jako najlepszy starter w najlepszych restauracjach... zatem juz dluzej nie trzymam w napieciu i witam Was moja ulubiona wersja cebulowej (slodsza, bo z czerwonej cebuli) z dodatkiem czerwonego wina dla tych ktorzy moga i bez - dla tych ktorzy jednak za wino dziekuja. swietna zupa na swietna akcje jaka pojawila sie na durszlaku "obiady mlodej mamy - zima" (Pelu, rozumiem, ze akcja bedzie na kazda pore roku?). ![]() zupa z czerwonej cebuli (2-3 osoby): 4 duze czerwone cebule 25g masla 1 zabek czosnku odrobina cukru 1 kopiasta lyzka maki 1 litr bulionu wolowego lub 1 litr wrzatku plus 1 kostka bulionowa wolowa 125ml czerwonego wina (opcjonalnie, w wersji z winem uzywam jednego z ulubionych czerwonych, klik klik) suszony tymianek, pieprz, suszona natka pietruszki, 1 listek laurowy, sol ponadto: bagietka zolty ser (uzywam edam) suszony tymianek cebule pokroic w prazki. na patelni roztopic maslo, wrzucic tam cebule. pocukrzyc odrobina cukru. zmniejszyc ogien i prozyc cebule przez jakies 25 minut, od czasu do czasu mieszajac. cebula ma sie zezlocic. nastepnie pokrojony bardzo drobno czosnek wrzucic na patelnie. dodac przyprawy oprocz soli, czyli: tymianek, pieprz, nac pietruszki, listek laurowy. wymieszac i smazyc razem jeszcze chwilke. wsypac make, ponownie wymieszac i smazyc znow chwilke. nastepnie przelozyc zawartosc patelni do rondla. zalac wolowym bulionem lub wrzatkiem wymieszanym z kostka bulionowa. w wersji z winem wlac rowniez wino. wstawic na maly ogien. przykryc. gotowac okolo 30 minut. pod koniec gotowania przygotowac grzanki. bagietki przekroic. posypac startym na duzych oczkach serem i tymiankiem. zapiec na zloto w piekarniku. ugotowana zupe cebulowa doprawic do smaku odrobina soli. podawac z grzankami w zupie lub do pochrupania. przepis na cebulowa (w wersji bez wina) podaje w ramach akcji, ktora prowadzi pela "obiady mlodej mamy - zima": ![]()
środa, 27 stycznia 2010
pozazdroscialam Wam wstawiania nowych notek, zatesknilam za blogowaniem juz bardzo. niestety brak aparatu i rzadkie wizyty w kuchni spowodowaly, ze to o czym moge pisac to sprawy pozakuchenne... dlatego pomyslalam sobie, ze moze warto powspominac rok 2009, ktory calkiem niedawno odszedl i zanim wyciagne garnki w mojej wlasnej kuchni w nowym 2010 roku i zaczne w nich cos pichcic, o czym na pewno Wam pierwszym wspomne, to z checia podsumuje stary rok...
chyba nikogo nie zdziwi, ze najwazniejszym momentem 2009 roku, jak i w ogole najwazniejszym momentem dotychczas byla chwila, kiedy to zostalam mama, a maly kruszynek (pseudonim zawdziecza viridiance) zajrzal w me oczy i odtad rozpoczela sie bajka: zyli dlugo i szczesliwie... ;-) bycie mama nauczylo mnie wiele, ale przede wszystkim cierpliwosci, ktorej wczesniej posiadalam w znikomych ilosciach. dlatego odtad tym, ktorzy za chwile stana sie rodzicami polecam przyspieszony kurs bycia cierpliwym. i choc czasem jest pod gorke, jak np. przy ostatnio wyrzynajacych sie zabkach (mamy juz cztery tic taki, jak je nazywamy) to za nic w swiecie nie zmienilabym juz biegu wydarzen, a zycie bez kruszynka jest wrecz niewyobrazalne... rok 2009 byl zatem bardzo wzruszajacy. rowniez dlatego, ze wrocilam do Was, do blogowania, po dluzszej przerwie i... i okazalo sie, ze jest tu tyle zyczliwych dusz, ze nie jestem czasem w stanie tego ogarnac. wspolna pasja siedzenia w kuchni wychodzi dzis poza jej drzwi. z pomoca przychodza takie osoby jak bea, czy ptasia przy robieniu banerka do akcji, a irytek przy bezinteresownym tworzeniu szatki graficznej, piszecie maile na tematy nie tylko kuchenne jak beatka, dostaje caly czas mnostwo dowodow, ze warto tu byc, ze lubicie do mnie zagladac, ze czuje sie potrzebna... wspolne pichcenie, jak z majanka i atinka przekonuje, ze warto bylo wrocic bez dwoch zdan. az zaluje czasem, ze tak dlugo zwlekalam...
poza tym fajnie bylo wrocic chociazby tylko po to, by zorientowac sie, ze cos czego zarys w mej glowie siedzial wieki temu, stworzyla z powodzeniem poleczka i jej weekendowa cukiernia dziala tak imponujaco, ze az brak slow! pewnie wlasnie dlatego, ze stworzyla ja tak energiczna osobka, a nie ja... mam nadzieje, ze uda mi sie czesciej byc jej gosciem, niz tylko ten jeden raz z zeszlego roku, kiedy to sernik z jablkami podbil nasze serca. co prawda kruszynek zasluguje na jeszcze wiecej uwagi niz dotychczas i z czasem bedzie kiepsko w ogole cos pichcic, co byc moze odczujecie przez rzadsze wpisy, ale weekendowa cukiernia "lekko" sie wydluzyla i chyba moge zaczac wierzyc, ze starczy mi na nia czasu...
chcialabym tu rowniez wspomniec, jak wazne okazaly sie dla mnie Wasze zeszloroczne komentarze. choc czasem uszczypliwe, na ogol bardzo mile, dawaly poczucie bycia potrzebnym. czesto uskrzydlaly, gdy okazywalo sie, ze np. taki podstawowy przepis na nalesniki, ktory wypracowalam sobie przez lata ich robienia "na oko", trafil w Wasze gusta i teraz tez wolicie robic je wedlug konkretnej ilosci skladnikow w dodatku wzorujac sie wlasnie na moim przepisie. przepis na nalesniki to tylko jeden z Waszych ulubionych. sadzac po milych komentarzach, polubiliscie tez moj placek pasterza, choc odbiega on ciut od oryginalu oraz znacznie wiecej potraw, z ktorego to powodu bardzo mi milo... (a tutaj znajdziecie liste naszych ulubionych potraw z zeszlego roku, klik klik).
nacieszmy sie jeszcze starym rokiem, ktory na Waszych blogach przeminal juz nieodwracalanie przy lampce szampana i nowych intrygujacych przepisach. u mnie z powodu braku wiekszego dostepu do netu, stary rok zawiesil sie gdzies w czasoprzestrzeni, konczac przepisy na klasyczynych truflach swiatecznych i ciekawe czym rozpoczynajac (mam juz klika pomyslow na pierwsze potrawy po powrocie, ktory zbliza sie nieuchronnie - trzymajcie kciuki za jutrzejsza samotna podroz z kruszynkiem samolotem)? i kiedy tak siedze na kanapie z siostry laptopem na kolanach piszac tego posta, w glowie mam juz zoltosloneczna kuchnie w moim domu na wyspie, zapach swiezo zaparzonej kawy i przygotowanie pierwszego sniadania podczas sluchania oddechu kruszynka z elektronicznej niani, kiedy ten smacznie drzemie. wizja ta przepelnia me serce, bo mimo, iz tutaj jest tak cudownie to zaczynam juz powoli tesknic za wlasna kuchnia i garnkami, choc miesieczne objadanie sie potrawami mamy bardzo dobrze mi zrobilo. moze nawet zbyt dobrze podsumowujac te wszystkie kalorie... ;-)
nic dziwnego, ze konkurs na blog roku umknal mi gdzies pomiedzy byciem z bliskimi, a Waszym przypomnieniem, ze to juz rozpoczelo sie glosowanie. konkurencja okazala sie jednak ostatnia rzecza na jakiej mialam ochote sie skupic. dlatego fajnie bylo zaglosowac na ulubione blogi (wreszcie to moglam zrobic, bo bylam akurat w pl) i tyle! oczywiscie ja sama dziekuje za kazdy Wasz glos. to niesamowite, ze w ogole komus chcialo sie wyslac smsa! :-) nie wiem, moze to juz tak jest, kiedy pojawia sie taki kruszynek? wszystko inne jest mniej wazne... choc w zeszlym roku udalo mi sie uczestniczyc w kilkunastu swietnych akcjach tematycznych dzieki ktorym np. polubilam sie z dynia oraz otrzymalam niesamowite prezenty jak ksiazka m. rouxa, dzieki konkursowi na ciasto na niedziele, z ktorej to jakimkolwiek przepisem mam nadzieje Was wkrotce uracze. nie dziwcie sie zatem, ze z nowym rokiem wciaz bede aktywna, jesli chodzi o rozne akcje. wiem ile ich zrobienie kosztuje wysilku, po tym jak moja akcja "swiateczne prezenty" pojawila sie i wyglada na to, ze po cieplym przyjeciu pozostanie z nami na dluzej... co do starego roku to chyba najlepiej zrobil mi sam pobyt tutaj, w pl. wsrod bliskich. nabralam energii na nowy rok. chyba tylko tutaj bylo to mozliwe... i stalo sie to tez niesamowitym zakonczeniem starego roku. spedzenie swiat bozego narodzenia od pieciu lat wreszcie w rodzinnym domu! po takim urlopie az chce sie wiecej!... tym bardziej, ze juz zaczely sie pojawiac najmilsze komenatrze jakie moga sie pojawic, takie jak np.: wracaj do nas!!! :-) ...
czwartek, 14 stycznia 2010
zyczliwi poinformowali mnie, ze to juz... jesli wiec ktos ma ochote zapraszam do glosowania na mojego bloga w konkursie blog roku 2009 w kategorii "moje zainteresowania i pasje". glosowanie trwa do dnia 21 stycznia. za kazdy glos bardzo dziekuje! :-) tutaj, klik klik, znajdziecie szczegoly... a jesli nie macie ochoty klikac wystarczy wyslac smsa o tresci H00097 pod numer 7144 (koszt smsa 1,22 zl - dochod z smsow zostanie przeznaczony na turnusy rehabilitacyjne dla osob niepelnosprawnych) pozdrawiam, cudawianki p.s. zapraszam notke wczesniej do podsumowania akcji "swiateczne prezenty". wreszcie nareszcie udalo mi sie podsumowac akcje "swiateczne prezenty":
jestem niesamowicie wzruszona, ze tak wiele osob wzielo w niej udzial. wlasciwie to przeszlo to moje nawet najmniejsze oczekiwania... mam nadzieje, ze akcja przyjmie sie na dobre i za rok znow bedziemy mogli sie nia cieszyc... w kazdym badz razie licze na Was! ;-) a teraz do rzeczy: nie bede podawac dokladnych liczb ile osob wzielo udzial i ile podaliscie w sumie przepisow. nigdy nie bylam dobra z matematyki. bylo tego jednak tak wiele, ze z trudem wzielam sie za podsumowanie po swiatecznym lenistwie, w dodatku na nie swoim komputerze, w rodzinnym domu, gdzie bardziej pasjonowalo mnie (przepraszam za szczerosc) czytanie polskich magazynow czy uczestniczenie w akcji kruszynek zabawia cala familie :-) jedno jest pewne: zaskoczyliscie mnie bardzo pozytywnie tym, ze chcialo sie wam podzielic waszymi pomyslami na swiateczne prezenty. nie zdziwilam sie, ze wiele osob proponowalo pierniczki (klik klik), ale juz przy ciasteczkach (klik klik) zaczeliscie tak szalec, ze zajeloby mi chyba rok zjedzenie ich wszystkich. okazalo sie, ze rowniez ciasta i muffinki (klik klik) sa bardzo popularne, jako prezent, o truflach (klik klik), ktore w czasie swiat wprost uwielbiam (kiedy indziej nie pozwalam sobie na zbyt wiele), nie wspominajac. ale chyba najbardziej urzekliscie mnie wyszukanymi pomyslami na prezenty, ktore wlozylam w katalog inne (klik klik) i chyba zaczne szerzej sie juz przygladac co by tu spapugowac na przyszly rok... pomysly okazaly sie tak oryginalne, ze moge powiedziec, a raczej napisac tylko jedno: jestecie niesamowici! i w tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak podziekowac wam za udzial w zabawie. a dziekuje:- A - adrijah (red and pale), aga z zapiecka (zapiecek), agnees (zycie od kuchni), agusia (kuchareczka agusia), alivea (alicja w kuchni...), anooshka (kaloorexi), anulka (sloneczna kuchnia), atina (tak sobie pichce...), - B - beolha (lubie gotowac), bialoczarna (cukrem i miodem), blue_megi (rogalik), - C - calmiriel (cal w kuchni), ciasteczkowe potwory (ciastka, ciastka, ciastka), cudawianki (brulion z przepisami), cytryna (cytyna & co), - D - dorota20w (karteluszki kulinarne doroty), dziwnograj (in the jar), - E - edysia79 (przy kuchennym stole), elmo_23 (szczypta smaku), ewelosa (ewelosa.pl),ewerner (wernerki od kuchni), - G - gospodarna narzeczona (na kruchym spodzie), grazyna 0071 (grazyna gotuje), - H - hany (w mojej kuchni), - I - iis111 (zachcialo mi sie slodyczy), isadora (kuchenne fantazje), ivka76 (kuchnia pieciu przemian), - J - joanna63 (notatki kulinarne), - K - kabamaiga (sto kolorow kuchni), krokodyl (pomarancza i imbir), - M - magoldi (kopalnia smakow...), majana (majanowe pieczenie), majazteca (kalejdoskop kulinarny), malta (strega gotuje), marta (cocina de marta), mirabelka (blog kulinarny mirabelki), misbasia (elementarz kulinarny basi), muffingirl (muffingirl), muscat (zatoka rozkoszy), myniolinka (moje slodkie impresje), - N - nobleva (zycie ze smakiem), - O - ola cruz (2 smaki), olasz (przy duzym stole), olciaky (internetowa cukierenka olcik), - P - pincake (troche inna cukiernia), pinos (piniowe orzeszki), przytulanka (przytulanka's blog), ptasia (cos niecos), - R - raindrop (passionfruit), rodzinkaxl (domek przy wichrowych wzgorzach), - S - sisters4cooking (sisters' cooking), spacecupcake (little girl in the kitchen), szarlotek (cukiernicze kreacje charlotte), - T - tilianara (kuchnia szczescia), - U - ulla (nasza kuchnia domowa), usagi (usagi's life), - V - vanilla33 (wypiecz wymaluj), viridianka (cioccolato gatto), - W - wedelka (kuchenne wzloty i upadki mlodej mezatki), wiosenka (eksplozja smaku), - Z - ziji (to trzeba lubic).
sobota, 02 stycznia 2010
Kochani zycze Wam energii do pokonywania trudnosci dnia codziennego, optymizmu, szczescia, milosci bo bez niej zycie bywa puste oraz spelnienia marzen...
przy okazji przepraszam za dluga nieobecnosc, ktora przedluzy sie jeszcze bardziej, gdyz pobyt w PL bardzo nam sie spodobal i mama z kruszynkiem postanowili zagoscic tu na dluzej... z tego powodu nie znam dnia ani godziny powrotu do kuchni i gotowania... ;-) na pewno jednak pojawie sie juz wkrotce z podsumowaniem akcji "swiateczne prezenty". pozdrawiam serdecznie z zasniezonego srodka PL
środa, 23 grudnia 2009
niedziela, 20 grudnia 2009
kochani! dzisiejsze notki beda pewnie ostatnimi w tym roku. walizki juz prawie spakowane. pojutrze jedziemy do domu... :-)) szczescie rozpiera nas zarazem z przerazeniem jak kruszynek zniesie podroz, mieszkanie w innym miejscu niz dotyczczas, nalot wszystkich ciekawskich, ktorzy zapragna go poznac, szumne swieta a tuz po nich chrzciny... jednym slowem bedzie sie dzialo! (tylko cicho-sza! robimy niespodzianke mojej mamie :-)) postaram sie tu zagladac od czasu do czasu, ale nie obiecuje wiele... na pewno wpadne jeszcze zlozyc zyczenia :-) co do mojej akcji "swiateczne prezenty" to oczywiscie czekam na durszlaku do 24 grudnia z wpisami, a poza durszlakiem mozecie przesylac mi wiadmosc na skrzynke mailowa: cudawianki@yahoo.co.uk, jesli wpis pojawi sie tuz po swietach. w nowym roku, choc bede jeszcze wtedy w rodzinnym domu, postaram sie jednak przysiasc na chwile do internetu i zestawic podsumowanie. bardzo sie ciesze, ze akcja sie spodobala i bierze w niej udzial tyle osob. mam nadzieje, ze przyjmie sie na dobre i za rok bedziemy znow sie w nia bawic. postaram sie rowniez pochwalic tym co i ja przygotowalam na swieta, bo choc jade do maminego i tesciowego domu to nie mam zamiaru siedziec tam caly czas bezczynnie ;-) ![]() a teraz o truflach. bez klasycznych czekoladowych trufli nie wyobrazam sobie bowiem swiat i juz. idealnie pasuja tez jako prezent dla najblizszych... przepis na te i biale trufle w tym roku skrocilam o zawartosc alkoholu ze wzgledu na kochana osobke, ktora wkrotce dolaczy do mnie jako mama! :-) ![]() klasyczne trufle czekoladowe (8-10 sztuk): 60g gorzkiej czekolady dobrej jakosci 60g mlecznej czekolady dobrej jakosci 90ml smietanki kremowki ponadto: kakao do obtoczenia obie czekoldy polamac na kawalki. wlozyc do miski. smietanke podgrzac na malym ogniu, ale uwazac, zeby nie doprowadzic do zagotowania. przelac do czekolady i mieszac tak dlugo, az czekolada sie rozpusci. odstawic do lodowki na jakies 2 godziny. po tym czasie lepic trufle. mozna uzywac do tego rekawiczek chirurgicznych. obtaczac trufle w kakao. trzymac w lodowce, ale wyciagac jakies pol godziny przed podaniem. p.s. koniecznie tez zobaczcie trufle z bialej czekolady i marcepanu, klik klik! trufle zaliczam do akcji "swiateczne prezenty" oraz akcji olgi smile "kuchnia swiateczna i noworoczna 2009": ![]() |
Zakładki:
spis tresci:
start
cudawianki
brulion
zagladam do kuchni:
meta
UWAGA!
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||