środa, 08 września 2010
to bylo oczywiste!

ledwo wkleilam na bloga post o tym jak to u nas wciaz lato, jesien wkroczyla na wyspe z wielkim... deszczem!

od trzech dni pada pada i konca nie widac! skonczylo sie na tym, ze kazdy wieczor czyms sobie osladzamy. na dobry poczatek poszly serniczki w szklankach...



przepis na te serniczki widzialam juz w kilku ksiazkach i na kilku stronach internetowych. od razu trafily w moje serce. nie dosc, ze proste w wykonaniu, to jeszcze takie smaczne!

robilam je juz dwa razy i musze przyznac, ze serek mascarpone jest moim skromnym zdaniem nie do zastapienia! a jezyny, ktore nazbieral Facet nadaly sie idealnie! choc Wam proponuje zrobic z dowolnymi owocami. polecam i to bardzo!


//inspiracja, chociazby ksiazka "Hamlyn: 200 cakes and bakes", ale skladniki pozmienialam, oprocz mascarpone ;-)



jezynowe serniczki w szklankach
(2 szklaneczki, kieliszki czy lampki)

3 ciasteczka digestives
250g serka mascarpone
2 lyzki gestego jogurtu naturalnego (uzywam greek)
4 kosteczki bialej czekolady
garsc jezyn
2 lyzeczki cukru (lub do smaku)

ponadto:
jezyny do dekoracji

ciasteczka rozgniesc tluczkiem. wylozyc okruszkami dno obu kieliszkow.
serek wymieszac lyzka z jogurtem. czekolade rozpuscic w mikrofali. dodac do masy serowej. wymieszac ponownie lyzka.
ulozyc mase na ciasteczkach.
wlozyc do lodowki do schlodzenia sie*.
jezyny wlozyc do rondelka. rozgniesc lekko widelcem. dodac odrobine wody i cukier (dalam 2 lyzeczki, ale mozna zrobic to do smaku, uwazajac, zeby calosc nie byla za slodka). podgrzewac na ogniu, az powstanie mus jezynowy. rozsmarowac go na wierzchu serniczkow. udekorowac jezynami.
podawac natychmiast.



*tak przygotowany deser mozna trzymac jakis czas w lodowce, np. do czasu przyjscia gosci. wtedy zrobic mus jezynowy i po nalozeniu, podawac natychmiast. nie radze gotowych serniczkow z musem trzymac w lodowce.



te szklankowe serniczki nadaja sie idealnie na dwie akcje "festiwal mascarpone" wedlug Ctx8096 oraz "sernikowo" wedlug zaytoon:

 
12:14, cuda.wianki , desery
Link Komentarze (22) »
niedziela, 05 września 2010
czasem nie trzeba tak wiele...

slonce wkradajace sie przez zaluzje
kawa o poranku, a w tle bawiacy sie Kruszynek
mily @ na poczatek dnia
ciepla rozmowa z sasiadka w czasie spaceru
18sta, Facet wlasnie konczy prace i za chwile bedzie w domu!
sloiczek marmolady z moreli na kolacje...



i o sloiczku bedzie mowa. morelowa marmolada snila mi sie po nocach, a sny czasem sie sprawdzaja, no nie?

w dodatku rozsmarowana na toscie... a musiscie wiedziec, ze toster kupilam sobie dopiero teraz, po szesciu latach mieszkania na wyspie! nawet nie wiem jak to sie stalo? do tej pory tosty jadlam tylko w pracy na stolowce, bo na chleb tostowy patrzylam z dezaprobata. trafila jednak kosa na kamien i... wystarczylo poltora roku rozlaki z praca i zatesknilam do tostow! coz, rzadko docenia sie to co sie ma, dopoki sie nie straci...

smaruje wiec sobie swieze tosty maslem, nastepnie marmolada z mojego sloiczka. sloiczka szczescia, jak go nazywam! chwila szczescia dla mnie :-)


//przepis wlasny, ale to chyba za duzo powiedziane jak na tak banalny przepis ;-)



marmolada z moreli
(250g)

400g moreli
1/2-1 szklanki cukru
1 lyzeczka ekstratu z wanilii
sok z 1/2 cytryny

morele rozpolowic, wyjac pestki. wlozyc do rondelka i zalac odrobina wody. wsypac 1/2 szklanki cukru. prozyc na malym ogniu, od czasu do czasu mieszajac. kiedy powstanie marmolada, sprawdzic, czy jest wystarczajaco slodka. jesli nie, dodac wiecej cukru. wlac ekstrat i sok z cytryny. prozyc jeszcze razem okolo 10 minut. przelozyc ciepla marmolade do sloiczka.
mozna pasteryzowac.
przechowywac w lodowce*.


*po otworzeniu trzymalam przez tydzien w lodowce.


sobota, 04 września 2010
Witajcie wrzesniowo! podobno w tym miesiacu ma nas odwiedzic panna jesien w zlotej sukience. co prosze? to chyba niemozlie, a przynajmniej na zielonej wyspie, w koncu jest ona zielona caly rok!
środa, 01 września 2010
czuje totalna presje jezynowa ;-)

hahahahaha...

wystarczylo napisac kilka slow odnosnie wyprawy na jezyny i dostalam od Was tysiace stesknionych oczekiwan pt. gdzie te jezyny???...

coz, panny winnowajki zniknely w oka mgnieniu. zjedzone przez Kruszynka zanim jeszcze dotarlismy do domu...

hahahaha...

zdazalym na szczescie ich troche uchowac i tym oto sposobem znalazly sie rowniez w pewnym milym deserze, ktory tak nam posmakowal, ze bedziemy powtarzac go czesciej, ale juz chyba z innymi owocami, gdyz krzaczki jezynowe okazaly sie malo laskawe ;-)



szukamy obecnie idealnego przepisu na slodki omlet. taki, ktory rozplywalby sie w ustach. probujemy mieszamy rozne przepisy ryzykujemy wciaz nowymi... az natrafilismy na clafoutis*.

i to jest to!

rozplywajaca sie w ustach jajeczno-nalesnikowa struktura. smakuje nam na cieplo, najlepiej posypana cukrem pudrem. i chyba juz nie bede szukac przepisu na omlet, bo i po co? kiedy Kruszynek tak uwielbia ten deser!


//przepis z ksiazki "the australian women's weekly: fast desserts", zmodyfikowany o zmniejszenie proporcji



jezynowe clafoutis
(3 foremki o srednicy 8 cm)

80ml smietanki kremowki (najlepiej 30-36%)
40ml mleka
2 jajka
1 plaska lyzeczka maki
50g cukru
kilka kropel ekstratu waniliowego
kilkanascie jezyn

ponadto:
1 lyzeczka cukru do posypania foremek
maslo do wysmarowania foremek
cukier puder do dekoracji

do rondelka wlac mleko, ekstrat i smietanke. podgrzewac, ale gdy zacznie sie gotowac wylaczyc. odstawic z ognia.
w tym czasie ubic jajka z cukrem. dodac make i ponownie miksowac. wlac zawartosc rondelka i zmiksowac ostatni raz.
foremki wysmarowac maslem. obsypac dno i boki cukrem. rozlozyc jezyny. polac masa jajeczna.
wstawic do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekac 20 minut.
podawac cieple, opruszone cukrem pudrem.



*clafoutis to francsuki deser, najbardziej popularny z wisniami.


14:02, cuda.wianki , desery
Link Komentarze (33) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
wiem, mialo byc o jezynach, ale przyszla niedziela i... przyszli goscie :-)

hmmmm... w glowie pustka tuz po przebudzeniu. podczas sniadania mysli kraza tylko wokol jednego pytania. ??????? dopiero kiedy usypiam Kruszynka na przedobiednia drzemke wpadam na ten pomysl!
juz wiem co upieke na wizyte dzisiejszych gosci!

dawno nie bylo u mnie kruchego.
dawno nie jadlam kruszonki.

a morele, ktore wczoraj kupilam na dzem znajda jednak inne miejsce niz sloik...



upieklam bowiem krucha krajanke z morelami i kokosowa kruszonka!

goscie chwalili, choc osobiscie sadze, ze powinnam byla przelamac kwaskowatosc moreli wieksza porcja cukru. ale moze ja mam obecnie wieksze zapotrzebowanie na slodkie? ;-)


// przepis jest bardzo duza modyfikacja przepisu na ciasto kruche z budyniem i owocami (tu oryginal, klik klik)



krucha krajanka z morelami i kokosowa kruszonka
(blaszka 21 x 21cm)*

450g maki
250g masla
1 szklanka cukru pudru
1 jajko
2 zoltka
2 czubate lyzki gestego jogurtu (uzylam greek)
350-450g moreli
5 czubatych lyzek wiorek kokosowych

ponadto:
maslo i bulka tarta do wysmarowania i wysypania formy
cukier puder do posypania na wierzchu

(mozna rowniez posypac morele na ciescie cukrem, jesli sa zbyt kwasne)

make wysypac na blat. nastepnie cukier puder. wymieszac. zrobic w kopczyku wglebienie, do ktorego wbic jajko i zoltka. maslo prosto z lodowki pokroic w kostke. dolozyc do skladnikow na blacie. siekac wszystko nozem, tworzac grudki. nastepnie zagniatac reka do utworzenia sie masy.
podzielic ja na dwie czesci. 3/4 (zrobic z niej kule) i 1/4, przy czym do tej mniejszej dodac kokosowe wiorki. wysypac je na blat i turlac ciasto w wiorkach, nastepnie utworzyc kule. obie kule, wieksza i mniejsza owinac folia i wlozyc do zamrazarki na 1h.
po tym czasie wysmarowac blaszke maslem i wysypac bulka tarta. wieksza kule mozna rozwalkowac i wlozyc do formy na dno lub odrywac palcami i wyklejac dno formy.
morele rozpolowic. wyjac pestki. na ciasto ulozyc morele do gory czescia wewnetrzna.
mniejsza kule, te na kruszonke, zetrzec na duzych oczkach tarki. posypac nia owoce na ciescie.
wstawic do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. piec 35 minut.
wyjac i nieco ostudzic. pokroic w kwadraty. posypac cukrem pudrem przed podaniem.

najlepiej smakuje jeszcze cieple. im dluzej stoi, tym robi sie bardziej kruche.


* jesli zmniejszycie blaszke, ciasto wyjdzie Wam wyzsze, ale wtedy bedzie juz ciastem nie krajanka ;-) musicie wtedy jednak nieco dluzej piec i dac wiecej moreli

a juz pojutrze obiecane jezyny! :-)
piątek, 27 sierpnia 2010
z jednej strony bardzo smutna, ze wakacje sie skonczyly, z drugiej szczesliwa, ze u siebie w domu. w koncu wszedzie dobrze, ale najlepiej w domu!

powoli powracamy do rzeczywistosci. juz wkrotce zagoszcza tu nowe przepisy... mam nadzieje, ze czekaliscie na nie, jak i na mnie tak samo jak ja czekalam, zeby znow napisac cos w brulionie...

zanim jednak to nastapi pokaze Wam trzy atrakcje minionych wakacji: bob, szarlotka z lodami oraz sushi zrobione przez moja Szwagierke (buziaki Kochana!)



za to Kruszynek polubil sie bardzo z arbuzem ;-)



a juz wkrotce przepis w ktorym znajdziecie zerwane wlasnorecznie jezyny. dzis wlasnie wybralam sie na nie z Kruszynkiem...

pozdrawiam,
Cudawianki

17:30, cuda.wianki , inne
Link Komentarze (30) »
wtorek, 27 lipca 2010
Kochani, bardzo krotko, bo mi urlop ucieka sprzed nosa ;-)

BASIK, ktora nie zglosila sie po nagrode w zwiazku z wygrana w konkursie "wielkie chrupanie", oddala tym samym szanse na prezent innej osobie. Z braku mozliwosci (aparat, drukarka, brak czasu na siedzenie przed komputerem) nie robilam tym razem losowania. poza tym Kruszyn jest zbyt zajety ganianiem za siostrzanym psem, ktory notabene ma juz go dosc, i pewnie niechetnie by ze mna wspolpracowal w losowaniu. poprosilam zatem Faceta po drugiej stronie kabla, ktory na swoje nieszczescie jeszcze chwile czeka na urlop, o pomoc. Facet od razu wybral sposrod wszystkich odpowiedzi osobe, ktora wedlug niego powinna wygrac ten konkurs.

primo: za slowa: "Mój mąż od czasu gdy odkryłam kulinarną pasję (czyli około 1,5 roku temu) stracił na wadze przeszło 20 kg i to nie dlatego, że tak źle mi idzie w kuchni (mam nadzieję :)), ale głównie dlatego, że teraz jemy świadomie i zdrowo, no i mnóstwo sałatek."

secundo: za podanie dwoch salatek, ktore Facet wymienia jako ulubione!


tak tak Droga MagdoK z Fantazji Kulinarnych Magdy K

to Ty zostalas zwyciezczynia konkursu!!


bardzo Cie prosze zatem o kontakt z adresem domowym na mojego maila: cudawianki@yahoo.co.uk.


pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie ze srodka Polski!! buziaki!
11:58, cuda.wianki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 lipca 2010
nie zastanawialam sie dlugo, jaki przepis znajdzie sie tutaj jako pozegnalny. w koncu mamy lato!

lody, ktore dzis pokaze zostaly zrobione tydzien temu i oczywiscie nie ma po nich juz dawno sladu!



rodzynki spedzaly sobie milo czas w mojej szafce kuchennej, zamiast dac sie zjesc w jakiejs fajnej babce, adwokat zas lezakowal jeszcze od kwietnia i to byla najwyzsza pora aby go wypic lub spozytkowac w inny sposob. zatem lody z ajerkoniakiem i rodzynkami!

oczywiscie wyszly przepyszne! choc Facet krecil nosem, ze za slodkie... hmmm... a to dziwne, jego ulubione czekoladowe ze sklepu wydaja mi sie znacznie slodsze...

tego lata to juz moje ostatnie lody, gdyz jutro wylatuje na miesieczny urlop. choc pewnie wyciagne nie raz maszynke do lodow jesienia lub zima, bo my lody lubimy zawsze!


*przepis wlasny



lody z adwokatem i rodzynkami
(okolo 1l)

1 smietana kremowka (30-36%, ok. 300ml)
1 mleko skondensowane slodkie (ok. 400g)
150ml mleka
200ml adwokata
1 szklanka rodzynek

schlodzone skladniki: mleko, kremowke oraz mleko skondensowane zmiksowac mikserem. nastepnie chlodzic gotowa miksture ponownie w lodowce przez kilka godzin. przelac do maszyny do lodow i dalej postepowac zgodnie z jej instrukcja.
w tym czasie rodzynki zalac wrzatkiem i odstawic, az napecznieja (na czas krecenia lodow, okolo 30 minut).
po ukreceniu lodow wymieszac je z odsaczonymi rodzynkami. przelozyc do foremki w ktorej bedziemy mrozic.


przepis na te lody dodaje do "lodowej akcji", ktora prowadzi Kasandraa6:





p.s. niestety musze to napisac... osoba, ktora podpisala sie jako BASIK i wygrala glowna nagrode w konkursie "wielkie chrupanie" ma czas do konca tygodnia, aby napisac do mnie swoj adres, inaczej bede zmuszona przeprowadzic jeszcze jedno losowanie! czekam z niecierpliwoscia na kontakt! :-)

no i p.s.2 wszystkim, ktorzy jeszcze nie odpoczywali w te wakacje, zycze udanego urlopu, ja sama juz prawie spakowana, jutro wylatuje! przepraszam przy okazji tych, ktorym nie zdazylam odpowiedziec na @, po prostu nie zdazylam... ale nic to, nadrobimy wkrotce...
do zobaczenia we wrzesniu! :-))
bawcie sie dobrze w czasie wakacji!

14:36, cuda.wianki , desery
Link Komentarze (27) »
sobota, 17 lipca 2010
konczy mi sie sloik mojej ostatniej granoli, wiec spiesze z przepisem, zanim zjem ostatnia lyzke ;-)

Kruszynek poki co wyjada tylko suszone owoce, ale czuje, ze jak jeszcze troche podrosnie, polubi sie z granola jak jego mama... wszystko wskazuje bowiem na to, ze odziedziczyl gust wlasnie po mnie ;-) ostatnio wybrzydzal ukochanym przez Faceta arbuzem, za to ze smakiem spalaszowalby kobialke truskawek, ktore znowu ja uwielbiam! chociaz nie, przepraszam, na nasze wspolnie lubiane rozowe grejpfruty tylko sie krzywi ;-))



ale wrocmy do granoli. powstala na bazie przerabianego juz przepisu (klik klik). tym razem glownym bohaterem granoli uczynilam czekolade, zeby miala posmak czekoladowy oraz suszone owoce.

polecam!


*przepis jest modyfikacja tego, klik klik. ja dodalam spora ilosc czekolady, bo chcialam nie tylko zabarwione na czekoladowo mleko, ale i smak czekolady w ogole. jesli boicie sie kalorii, mozecie zmniejszyc po prostu jej ilosc...



czekoladowa granola
(2 duze sloiki)

3 plus 1/2 szklanki platkow owsianych
100g orzechow laskowych
100g ziaren slonecznika
75g suszonej zurawiny
100g suszonej borowki lub jagod
10 suszonych moreli, drobno pokrojonych
10 kosteczek gorzkiej czekolady
sok z jednej pomaranczy
150g plynnego miodu

platki owsiane oraz orzechy i ziarna slonecznika umiescic w misce.
na malym ogniu w rondelku podgrzewac miod oraz sok wycisniety z pomaranczy. mieszac, az do uzsykania jednolitej mikstury. polac nia zawartosc miski i dokladnie ymieszac.
na blaszce rozlozyc papier do pieczenia. wysypac mieszanke z miski. piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 30 minut. mieszac od czasu do czasu.
po upieczeniu wymieszac z suszonymi owocami. na koniec dodac pokrojona drobno czekolade, ktora powinna sie rozpuscic na platkach.
podawac z jogurtem lub cieplym mlekiem.


p.s. jeszcze raz bardzo prosze BASIK, ktora wygrala w konkursie "wielkie chrupanie" o kontakt ze mna i podanie adresu, wtedy zostanie wyslana nagroda!!!
wtorek, 13 lipca 2010
w upaly nieocenione. tak zwane przez nas obiadosalatki.

kiedy nie chce sie gotowac ziemniakow, smazyc schaboszczakow, czy parzyc gardlo gorrraca zupa. lekkie, ale pozywne salatki na bazie warzyw, z dodatkiem sycacego makaronu lub ryzu. w wersji meskiej ;-) z miesem, tym razem z boczkiem. czy potrzeba czegos wiecej?



najlepsze, ze udalo nam sie znalezc w warzywniaku bob. choc smakowal nieco inaczej niz w PL, to jednak bob! zachowalam te garstke do tej salatki, chowajac ja gleboko przed Facetem (jeszcze wiekszym fanem bobu niz ja!). kiedy zobaczyl bob w salatce, byl zaskoczony, jak to?? przeciez zjadlem wszystko... jednak nie :-)


*pomysl z glowy ;-) sprobujcie najpierw bez boczku, a jesli bedzie czegos brakowalo, to pewnie wlasnie jest to boczek ;-) sos winegret proponuje uzyc wedle gustu. nam pasuje tu z dodatkiem musztardy.



zielona salatka z tortellini
(dla 2-3 osob)

opakowanie tortellini (250g, ja dalam tym razem ze szpinakiem i serem ricotta)
2 garsci zielonego mrozonego groszku lub groszek z puszki
garsc bobu
100g mieszanki swiezej salaty lub mlody szpinak lub inne zielone liscie ;-)
125g boczku (w wersji z boczkiem)

sos winegret:
3 lyzki oliwy z pierwszego tloczenia
1 lyzka soku z cytryny
1 lyzeczka musztardy
sol, pieprz

tortellini ugotowac w osolonej wodzie al dente.
w polmisku ulozyc liscie salaty. na to ostudzone tortellini. nastepnie posypac ugotowanym groszkiem i bobem, wczesniej obranym ze skorki. w wersji z boczkiem dodac wytopiony i przesmazony na rumiano na patelni (nastepnie dobrze odsaczony od nadmiaru tluszczu na papierowym reczniku) boczek, pokrojony w kosteczke.
polac sosem winegret. podawac natychmiast.
sos winegret: sok z cytryny wymieszac lyzeczka z sola i pieprzem. dodac musztarde. dobrze wymieszac, nastepnie dolewac oliwe i dokladnie mieszac do uzsykania jednolitej mikstury.



p.s. na koniec jeszcze wersja salatki Faceta, z boczkiem oczywiscie :-)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33
| < Wrzesień 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
spis tresci:
start
cudawianki
brulion
zagladam do kuchni:
meta
UWAGA!
Sezon Truskawkowy 2010