skrawki naszej kuchni, naszego domu, nas samych...
wtorek, 15 marca 2011
Babcia.
najpierw baba.
teraz bacia (konsekwentnie zjadane przez Kruszynka drugie be).

pół roku rozłąki i... ponowna miłość od pierwszego wejrzenia ;-)
być może to kojący głos znany z telefonu, być może to poszerzająca się z dnia na dzień i zaskakująca nas coraz częściej Kruszynkowa pamięć (jak to Facet mówi, zwiększa mu się RAM)... ale naprawdę nie trzeba było długo, by znów do niej przylgnął na dobre...



a ja... patrząc na nich z boku podziwiam fakt, że mój Synek jest już taki duuuuuuży, taki mądry, taki zaradny i taki, że łza kręci się w oku na samą myśl, że jeszcze niedawno siedział u mnie w brzuszku...

coś co jest niby oczywiste, co mam na co dzień, teraz obserwowane z boku przynosi jeszcze więcej szczęścia...

ale żeby nie było go za dużo i żeby go nie zapeszyć, kończę ten wpis... ;-)

kolejna relacja z pobytu Babci (czytaj plusy jakie nas z tego powodu spotkały) + o tym co zasmakowało Babci w mej kuchni już wkrótce.
dziś zostawiam Was ze wspomnianą jakiś czas temu krajanką, którą robi się błyskawicznie, a co lepsze, która smakuje pysznie! dla mnie to taki smaczny substytut ciastek, za których pieczeniem przepadam średnio, albo po które nie chce mi się akurat iść do sklepu...


//przepis Bajaderki, znaleziony u Dorotki. przeze mnie zmodyfikowany, gdyż i karmel i czekolada w jednym wypieku to dla mnie zbyt dużo szczęścia naraz! ;-) dlatego pół ciasta wysypuję pokrojoną czekoladą, a drugie pół smaruję karmelem. po upieczeniu kroję w kwadraty i to jaki przypadnie mi kwadrat (karmelowy czy czekoladowy) zależy już od przeznaczenia ;-)
poza tym piekę w większej formie, dlatego pozmieniałam nieco owsiankową podstawę...




krajanka z płatków owsianych, czekolady lub karmelu

(forma 21x21cm)

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 125g masła
  • 1 szklanka posiekanych orzechów, migdałów
  • 1/2 szklanki posiekanej gorzkiej czekolady
  • karmel z puszki (około 200g)

mąkę, płatki owsiane, cukier i sodę wymieszać. masło roztopić, lekko przestudzić, następnie wlać do miski z suchymi składnikami. wymieszać.
2/3 masy wylepić na dnie formy. piec przez 10 minut w 180 stopniach.

na gorący spód rozsypać orzechy (migdały). połowę ciasta posypać czekoladą, na drugiej rozsmarować karmel. na koniec resztę okruszków z ciasta rozsypać po całej powierzchni krajanki.
wstawić do piekarnika na kolejne 20 minut.
ostudzić całkowicie, dopiero wtedy kroić na kwadraty.

środa, 09 marca 2011
a raczej niespodzianka będzie jutro z samego rana, kiedy Kruszyn radośnie zawoła mnie ze swojego łóżka.

założę mu jedną z ulubionych bluzek "dad is my hero" ;-). stanie na parapecie w poszukiwaniu helikoptera na niebie (uroki życia na Wyspie). aż wreszcie gotowy na podbój nowego dnia, pobiegnie do schodów, by zawołać: na diół, na diół, żebym przyszła, złapała go za rękę i sprowadziła na dół do zabawek i na... śniadanie...

ale nie... jutro będzie niespodzianka! zanim wybierzemy się na dół, zajrzymy do drugiego pokoju, gdzie... Babcia już pewnie będzie czekać, aż zobaczy swojego wnusia! Kruszyn będzie miał babciną niespodziankę :-)



ale to będzie jutro... a dziś, zaraz będziemy przegryzać pyszne skrzydełka, lśniące, słodziutkie i rozpływające się w ustach. robię je już chyba z czwarty raz w nowym roku, odkąd przepis znalazłam w ulubionym miesięczniku! zdecydowanie nasz ostatni szybkosmaczny hit kuchenny! polecam bez dwóch zdań!

a po skrzydełkach przyjdzie pora na mega ostatnie porządki, zabawy z Kruszynkiem i wysłanie Faceta po Mamę na lotnisko. usypianie Kruszynka i oczekiwanie na wytęsknionego gościa! bo ja swoją niespodziankę będę miała już dziś, bardzo późnym wieczorem...


//przepis na skrzydełka (oczywiście ;-)) z magazynu "good food" 03'2011.



słodkie lśniące skrzydełka
(2 osoby)

  • 1/2 kg skrzydełek
  • 2 łyżki ketchupu
  • 1 i 1/2 łyżki ciemnego brązowego cukru
  • 2 łyżki sosu sweet chilli
  • 2 łyżki ciemnego sosu sojowego

w misce wymieszać składniki marynaty: ketchup, cukier, sos sweet chilli oraz sos sojowy. przełożyć do miski skrzydełka i dokładnie wymieszać, tak, aby marynata pokryła całe mięso.
ułożyć na blaszce. piec w 200 stopniach przez 35-40 minut.
podawać z półmiskiem sałaty i świeżym pieczywem.

wtorek, 08 marca 2011
w ciągu dnia coraz więcej Kruszynka, coraz mniej czasu dla siebie... dzienna drzemka powoli powoli odchodzi w zapomnienie... dlatego chwile sam na sam z sobą są tak cenne... a dziś, w dniu tak ważnym dla Kobiet, są jeszcze cenniejsze...



często wtedy sięgam po kubek z owocową herbatą i kawałek domowego ciasta. zatapiam się w lekturze magazynu "good food", który w tym roku uwielbiam! to właśnie tutaj szukam natchnienia na nowe pomysły blogowe, kiedy zupa pomidorowa już "była" ;-) i to właśnie tu znalazłam przepis na dzisiejsze ciasto...

chcecie wiedzieć jak smakują zmielone pistacje w połączeniu z czekoladą w postaci ciasta? możecie się przekonać, tak jak ja, próbując tego fajnego nowego smaku. od razu przepis wpadł mi w oko. następnego dnia miałam już wszystkie potrzebne składniki i wystarczyło tylko włączyć mikser...

a miała być krajanka na Dzień Kobiet, ale jak to kobieta zmienną jest i ja jestem, i na krajankę zaproszę już wkrótce :-)

a teraz jeszcze najlepsze życzenia z okazji Dnia Kobiet, niech wszystkie smutki dziś odejdą w zapomnienie, a uśmiech nie schodzi Wam z ust przez cały dzień i oby jak najdłużej!


//przepis z magazynu "good food", 04'2011 (zrobiłam tak jak w przepisie z mleczną czekoladą, ale myślę, że fajniej zaakcentowałaby ciasto gorzka, albo pół na pół z mleczną)



ciasto czekoladowo-pistacjowe
(forma 21x21cm)

  • 140g obranych pistacji (niesolonych)
  • 200g mlecznej czekolady
  • 200g cukru
  • 200g masła
  • 3 jajka
  • 200g mąki pszennej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 100ml mleka
  • 150ml śmietanki kremówki (30-36%)

ponadto:

  • masło i bułka tarta do wysmarowania i wysypania formy

składniki takie jak: jajka, mleko, masło wyjąć z lodówki. doprowadzić do temperatury pokojowej.
z porcji pistacji odłożyć kilkanaście do dekoracji. resztę włożyć do food processora razem z 75g mlecznej czekolady oraz 100g cukru. zmiksować na bardzo drobne okruszki.
w misce zmiksować jajka, dodać do nich resztę cukru i ponownie zmiksować.
masło lekko podgrzać (na gazie lub w mikrofali, żeby było bardzo miękkie, ale nie rozpuszczone). ostudzić.
do jajek i cukru wsypywać partiami mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą, i miksować dalej.
wlać mleko, zmiksować.
dodać masło na dwie raty i ponownie potraktować mikserem. na koniec jeszcze wsypać zmielone pistacje z czekoladą i cukrem. użyć miksera po raz ostatni.
masę przełożyć do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. piec przez 35-40 minut, do suchego patyczka, w 180 stopniach.
na polewę: w rondelku umieścić kremówkę i resztę czekolady. podgrzewać, aż się rozpuści i wymieszać na jednolitą masę. ostudzić i odczekać, aż zgęstnieje.
ostudzone ciasto przekroić wzdłuż na pół. posmarować 1/3 polewy. nakryć drugą częścią ciasta i posmarować polewą z wierzchu. ozdobić pokrojonymi pistacjami.
kiedy polewa zastygnie, pokroić w kwadraty.


rok temu:
poniedziałek, 07 marca 2011
moja kuchnia jest coraz bardziej słoneczna! zszarzały na ścianach kolor żółty znów nabrał koloru! wciąż jednak malowanie trwa, mój osobisty malarz maluje hobbystycznie, w przerwach od prawdziwej pracy ;-)



stąd potrawa piekarnikowa, przygotowana w 10 minut (nie wliczając czasu pieczenia) i zjedzona jeszcze szybciej! ;-)
ach! uwielbiam ciasto francuskie za milion możliwości jakie daje, a w tej tarcie jeszcze bardziej za to jak fajnie się kruszy i... smakuje ;-)

wspomniana w marcowym wpisie, klik klik, tarta z boczkiem i porem!

//przepis stąd, lekko zmodyfikowany



tarta z porem i boczkiem
(2-4 osoby)

  • 3 duże pory
  • 5 plastrów bekonu lub 200g chudego wędzonego boczku
  • 375g zrolowanego ciasta francuskiego
  • 3-4 łyżki śmietany
  • 2 garści startego na tarce żółtego sera (używam edam)
  • gałka muszkatołowa, pieprz
  • odrobina oliwy do smażenia

bekon lub boczek wytopić na patelni. boczek pokroić przed wytapianiem, bekon już po.
na patelni rozgrzać odrobinę oliwy. pory pokroić w cienkie talarki.  wrzucić na patelnię i smażyć do miękkości, często mieszając. doprawić gałką i pieprzem. nie solić, bo boczek jest wystarczająco słony.
ciasto francuskie rozłożyć w formie (piekę na silikonowej macie, można też podłożyć papier do pieczenia). brzegi podwinąć do góry, żeby utworzyć tartę. dno nakłuć widelcem, a następnie posmarować śmietaną. rozłożyć gotowe pory. posypać boczkiem lub bekonem oraz startym serem.
piec przez 15-25 minut w 180 stopniach. brzegi tarty można posmarować jajkiem lub mlekiem, żeby zarumieniły się podczas pieczenia.


przepis dołączam do akcji Flowerka "pora na pora":


niedziela, 06 marca 2011
kiedy w głowie mam tak dużo myśli, że gubię się między nimi, nawet podczas snu nie bardzo odpoczywam... śni mi się wtedy najwięcej snów. i tych zupełnie z kosmosu i tych, całkiem realnych, przez które budzę się z dziwnym poczuciem, jakby to nie był tylko sen...



teraz jest właśnie taki czas. bukietu snów.

od tego przedwczorajszego, który przyśnił mi smutną wiadomość, na szczęście nieprawdziwą, poprzez wczorajszy, o którym nie wspomnę bez lekkiego rumieńca, aż wreszcie przywiódł ten dzisiejszy, który zakończył się Kruszynkowym: do uszka, do uszka (czyt.: do łóżka, Kruszyn po pobudce lubi lądować w naszym łóżku na wspólne chwile przeciągania się). a sen przyśnił mnie sprzed kilku lat, w trakcie pobytu w Rzymie, kiedy to zupełnie straciłam głowę do tego miasta...

obok tak miłego snu, na którego wspomnienie tylko się uśmiecham, nie mogłam przejść obojętnie! uczciłam go zatem w kuchni, a jak! potrawą prosto z Włoch i wcale nie... pizzą! ;-)

kurczak cacciatore* chodził już właściwie od dawna za mną. odkąd zobaczyłam go w przedostatnim numerze ulubionego magazynu "good food". no i... doczekał się! i było pysznie! :-)
polecam!


//przepis przeze mnie zmodyfikowany z magazynu "good food" wydanie 03'2011



kurczak cacciatore
(2-4 osoby)

  • 2 duże nogi kurczaka
  • 1 i 1/2 cebuli
  • 2 puszki pokrojonych pomidorów (razem 800g)
  • 2 łyżki octu winnego
  • 250ml bulionu z kurczaka
  • odrobina oliwy do smażenia
  • 2 gałązki rozmarynu
  • 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, suszona pietruszka, oregano, słodka papryka


nogi kurczaka przekroić na pół, tak aby uzyskać 4 części. rozgrzać oliwę na patelni i usmażyć nogi (nie ściągać skóry) z każdej strony na rumiano. odsączyć na papierowym ręczniku.
na pozostałym tłuszczu podsmażyć do miękkości pokrojoną w piórka cebulę.
gotową cebulę, kurczaka i zawartość obu puszek pomidorów umieścić na patelni. zalać gorącym bulionem. dodać ocet, rozmaryn, ząbki czosnku i zagotować. przykryć pokrywką, zmniejszyć ogień i dusić potrawę na małym ogniu około 45 minut do 1h. mieszać co jakiś czas. w tym czasie sos powinien bardzo zgęstnieć, a mięso być miękkie w środku.
pod koniec doprawić solą, pieprzem, oregano, suszoną pietruszką oraz słodką papryką.
można podawać z pieczywem lub makaronem (u nas tym razem zupełnie nietradycyjnie, bo z... ryżem ;-)).


*powyższy przepis to najbardziej podstawowa wersja kurczaka cacciatore. Włosi dodają do niej czasami pieczarki, a także pokrojoną paprykę.


rok temu:

piątek, 04 marca 2011
na Zielonej Wyspie jest już wiosna! a może nazywać ją tak, jest za wcześnie?? zatem jest... Panna Przedwiośnie. piękna. słoneczna. zielona! z obowiązkowymi pąkami na drzewach...
piątek, 25 lutego 2011
spójrzcie jak wiele nasze dzieci zawdzięczają nam, a potem pomyślcie, jak wiele my zawdzięczamy im...

znów zajadam się ukochanymi kukurydzianymi chrupkami, oglądam bajki, zjeżdżam z Kruszynkiem ze zjeżdżalni... bezkarnie staję się w jego obecności dzieckiem! i jest mi z tym tak dobrze! :-)

a wczoraj wylizywałam miskę z surowego ciasta, jak robiłam to wieki temu, będąc brzdącem... ciasto było niesamowicie karmelowe!



wymieszałam na gazie składniki, ukręciłam ciasto, zaczęłam nagrzewać piekarnik i... wyłączyli nam prąd! na 2 dłuuuuuugie godziny!

mimo wszystko, po tym czasie, upiekłam ciasto* i zjedliśmy najbardziej karmelowe ciasto jakie można sobie wymarzyć! :-)

zatem wszyscy fani karmelu łączmy się! jeśli nie zachęciłam Was karmelowym sernikiem, tutaj, to może skusicie się na kawałek karmelowego ciasta? kwintesencja karmelu, polecam :-)


//przepis na ciasto stąd, klik klik. zrobiłam w większej formie niż w oryginale, pewnie dlatego jest też niższe.
polewę dałam od siebie. toffi, tę od wielkanocnej babki, przepis tutaj, klik klik.




ciasto karmelowe
(tortownica o średnicy 23 cm)

  • 200g masła
  • 200g białej czekolady
  • 200g ciemnego brązowego cukru
  • 180ml gorącej wody
  • 1 łyżka golden syrup
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 2 jajka o temperaturze pokojowej
  • 300g mąki
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

na polewę:
  • 50ml śmietanki kremówki (30-36%)
  • 40g masła
  • 50g ciemnego brązowego cukru
  • szczypta soli

w garnku umieścić połamaną czekoladę, pokrojone w kostkę masło, wodę, ekstrakt, cukier i golden syrup. mieszać na małym gazie, aż wszystko się rozpuści, a składniki połączą w gęsta miksturę.

wyłączyć gaz. ostudzić (około 20 minut).
po tym czasie dodać jajka, po jednym, za każdym razem kręcąc całość mikserem.
przesiać mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą. wymieszać delikatnie łyżką.
formę wyłożyć papierem do pieczenia.
piec w 160 stopniach przez 50 minut, do suchego patyczka.
przygotować polewę: do garnuszka włożyć wszystkie składniki. mieszając doprowadzić do wrzenia, następnie zmniejszyć gaz. gotować przez jakieś pięć minut, cały czas mieszając. polewa powinna zgęstnieć.
polać nią ciasto.



* opadł tylko środek ciasta, ale Wam to nie grozi, jeśli w momencie pieczenia nie wyłączą Wam prądu :-)
środa, 23 lutego 2011
właściwie to chciałam z tym wpisem poczekać do 17 marca, kiedy tradycyjnie założę na siebie coś zielonego (chociażby apaszkę!), napiję się ulubionego irlandzkiego likieru kawowego i udam się tam, gdzie Irlandczycy świętują jeden z ulubionych swoich dni... dzień św. Patryka!

czyli wyląduję na ulicznej paradzie... :-)



teraz stwierdzam jednak, że bez sensu jest czekać z tak fajnym przepisem, tym bardziej, że taki irlandzki gulasz świetnie rozgrzałby Was, gdy zima znów zastukała do Waszych drzwi...

dlatego przepis będzie już dziś, a na Święto Patryka przygotuję pewnie coś innego, równie bardzo popularnego na Wyspie.

Irish stew to nic innego jak irlandzki gulasz z popularnej tutaj jagnięciny (można ostatecznie zastąpić wołowiną, ale wtedy odejmijcie irlandzki w nazwie ;-)).

być może zdjęcia do Was nie przemawiają, ale my uwielbiamy ten misz masz na talerzach. ja dodatkowo lubię przepis za to, że przygotowuję składniki w kwadrans, następnie wkładam całość na 2 godziny do piekarnika, by po tym czasie zajadać się ze smakiem! czyli minimum wysiłku, a maksimum szczęścia na talerzu!
tym bardziej, gdy gulasz rozgrzewa nas po zimowym spacerze! :-)



//na bazie tego przepisu, klik klik. zmniejszyłam proporcje i lekko zmodyfikowałam. poza tym: polecam, polecam, polecam! :-)



irish stew (irlandzki gulasz)
(3-4 osoby)

  • 500g mięsa z jagnięciny
  • 1 i 1/2 cebuli
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 większa marchewka
  • 1l mięsnego bulionu (u mnie z kurczaka)
  • sól, pieprz, tymianek, suszona zielona pietruszka, listek laurowy, kilka kulek ziela angielskiego, kilka kulek pieprzu
  • odrobina mąki do obtoczenia mięsa
  • odrobina oliwy do smażenia

przygotować mięso: odkroić wszelkie białe tłuste części, pokroić w większą kostkę. posolić i posypać pieprzem. obtoczyć w mące. usmażyć na rumiano na małej ilości tłuszczu. zdjąć z patelni na papierowy ręcznik, żeby ewentualnie odsączyć.
marchew i ziemniaki obrać. pokroić w talarki.
cebulę obrać i pokroić w piórka.
na pozostałym po mięsie tłuszczu smażyć przez chwilę cebulę, następnie dodać pokrojone ziemniaki i marchew, jeszcze razem chwilę smażyć, na koniec posypać tymiankiem, po czym zdjąć z ognia.
jagnięcinę oraz warzywa umieścić w naczyniu żaroodpornym (najlepiej dużym, u mnie wymiary naczynia 26 x 19 cm, tak, żeby ułożyła się tylko jedna warstwa).
zalać gorącym bulionem. dodać listek laurowy, ziele angielskie i pieprz w kulkach.
piec w 130 stopniach przez 2 godziny, aż wszystko będzie miękkie. od czasu do czasu przemieszać całość. na koniec posypać tymiankiem i suszoną pietruszką.
gulasz podawać gorący.
wtorek, 22 lutego 2011
w poprzednim wpisie zachwalałam prostotę ziemniaczanego puree, klik klik. ale ma ono kolejny plus. daje się fajnie wykorzystać na drugi dzień, np. do ziemniaczanych placuszków, które na Wyspie smaży się na śniadanie i podaje z bekonem i jajecznicą.

to jedno z moich ulubionych comfort food...



mówcie co chcecie, ale wyspiarskie śniadania nie są takie złe!

i choć na początku też wydawały mi się lekko przesadzone, to teraz wyciągam z nich to co najlepsze i rozkoszuję się z bez ograniczeń!

i co z tego, że bekon jest kaloryczny! jest również cudownie chrupiący, a podany z jajecznicą lub sadzonym jajkiem, to dla mnie smak strasznie kuszący... :-)

a wyspiarską fasolkę, jak omijałam tak dalej omijam szerokim łukiem ;-)


//przepis na placuszki z magazynu "good food", wydanie z marca. przepis na jajecznicę własny, metodą prób i błędów ;-)



ziemniaczane placuszki

(sztuk ok. 12)

  • 250g ziemniaczanego puree (może być z tego przepisu, klik klik) lub 2 duże ziemniaki
  • 75g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 125ml mleka
  • sól, suszona pietruszka
  • oliwa do smażenia (opcjonalnie)

w przypadku, gdy nie mamy gotowego ziemniaczanego puree, ziemniaki obrać, pokroić w kostkę i ugotować w osolonej wodzie. utłuc tłuczkiem do ziemniaków.
w misce umieścić zimne ziemniaczane puree. przesiać tam mąkę wymieszaną z proszkiem.
jajka rozbełtać widelcem z mlekiem w garnuszku. wlać tę miksturę do miski z ziemniakami i mąką. dodać szczyptę soli i suszoną pietruszkę. dokładnie wszystko wymieszać łyżką na jednolite ciasto.
smażyć na rozgrzanej teflonowej patelni z dodatkiem oliwy lub nie (ja smażę bez). nakładać dwie łyżki ciasta na jeden placuszek. smażyć z obu stron na rumiano, przewracać gdy na cieście zaczną się pojawiać bąbelki.
podawać z wysmażonym bekonem i jajecznicą.

jajecznica
(1 osoba)

  • 2 jajka
  • 1-2 łyżki mleka
  • odrobina żółtego sera startego na tarce na dużych oczkach (u mnie ser edam)
  • odrobina masła do smażenia
  • sól, szczypiorek lub suszona pietruszka

rozgrzać patelnię. roztopić na niej masło. wbić jajka. mieszać je, aż powstanie jajecznica, wlać szybko mleko, ponownie wymieszać. wsypać odrobinę sera. jeszcze raz przemieszać i wyłączyć gaz. ser ma się nie rozpuścić całkowicie.
dodać soli i szczypiorku lub suszonej pietruszki do smaku.


rok temu:
oraz surówka z marchewki i czosnku
zwykłe niezwykłe ziemniaczane puree...

mnie osobiście urzeka swoją prostotą :-)


//przepis własny, metodą prób i błędów



ziemniaczane puree
(na 3-5 osób)

  • 800g ziemniaków
  • 2 łyżki masła
  • ok. 100 ml gorącego mleka
  • sól (może być i gałka muszkatołowa)
  • świeża pietruszka bądź szczypiorek
  • kilka łyżeczek chrzanu ze słoiczka (w wersji na ostro)

ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie. odcedzić. utłuc lekko. następnie wlewać powoli gorące mleko i tłuc razem. dodać masło i gdy zacznie rozpuszczać się na gorących ziemniakach, dokładnie wszystko wymieszać.
podawać posypane pietruszką lub szczypiorkiem.
można wymieszać z chrzanem ze słoiczka dla zaostrzenia smaku (pierwszy raz zrobiłam tak w przypadku puree z kiełbasą według Jamie'go Olivera i to był strzał w 10!, klik klik).
| < Maj 2013 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
spis tresci:
start
cudawianki
brulion
zagladam do kuchni:
podglądam:
UWAGA!
Durszlak.pl