skrawki naszej kuchni, naszego domu, nas samych...
piątek, 06 maja 2011
pierwsze młode ziemniaczki, jakie trafiają na nasze wiosenne talerze, sąsiadują obowiązkowo z mizerią oraz sadzonym jakiem! o szklance maślanki nie zapominając! a potem przychodzi era sałatkowania i zjadania młodych ziemniaczków właśnie w sałatkach!



są banalne w wykonaniu, są megaszybkie, są niesamowicie wiosenne w swej prostocie, ale za to jakie smaczne!
oto jedna z naszych nowych ulubionych: z wędzona rybą i dodatkiem rukwi wodnej (klik klik). polecam!


//przepis oczywiście z ulubionego magazynu "good food", wydanie majowe 2011, lekko zmodyfikowany.



sałatka z młodych ziemniaków, wędzonej makreli i rukwi wodnej

(2-3 osoby)

  • ok. 300g młodych ziemniaków
  • 50g rukwi wodnej
  • 150g wędzonej makreli w pieprzu
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy z gorczycą
  • odrobina soku z cytryny

ziemniaki wyszorować szczoteczką. ugotować w osolonej wodzie. obrać. te większe przekroić na pół.
makrelę obrać z ości. rozdzielić ręką na większe kawałki.
rukiew wodną przepłukać, odcisnąć wodę, następnie rękoma poszarpać liście. wrzucić do miski. na to makrelę i ziemniaki.
majonez wymieszać w kubeczku z musztardą i odrobiną soku z cytryny.
polać sosem składniki w misce. lekko wymieszać.
sałatka najlepiej smakuje w dniu przyrządzenia.


przepis na sałatkę trafia do akcji Usagi "czas na piknik":


środa, 04 maja 2011
to wyjątkowy miesiąc pod wieloma względami...
poniedziałek, 02 maja 2011
   Zapraszamy do wspólnej kuchni,
                                                                    EdysiCudawianki:

tagliatelle w sosie brokułowym:


Cudawianki: "Jakiś czas temu przedstawiłyśmy Wam z Edytką pierwszą potrawę w ramach naszej wspólnej akcji. Edysia wybrała quiche z brokułem (klik klik), a ja... no właśnie, co ja wybrałam?
znacie mnie już chyba wystarczająco dobrze, żeby domyśleć się, że w czasie tak pięknej pogody jaka jest od iks czasu na Wyspie nie chce mi się gotować... prawie wcale... ale czasem trzeba! dlatego potrawy taka o jakiej dziś mowa są jakby dla mnie stworzone! szybkie. łatwe. a do tego takie smaczne!
sos brokułowy jest świetny! kiedy pierwszy raz czytałam ten przepis jakoś nie mogłam sobie wyobrazić całości. i że to w ogóle może smakować! a jednak!
coś czuję, że będzie na naszym stole bardzo często!"


// przepis od Dorotki z Pozytywnej Kuchni, tu znajdziesz oryginał, klik klik. lekko przeze mnie zmodyfikowany i podany z wędzonym łososiem, który dodaje fajnego posmaku. następnym razem podam z kurczakiem!



tagliatelle w sosie brokułowym

(2-3 osoby)

  • 4 gniazdka makaronu tagliatelle
  • 1 duży brokuł
  • 4 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, pieprz ziołowy, bazylia
  • odrobina soku z cytryny
  • kawałek żółtego sera (u mnie edam)
  • 250ml śmietanki do zup i sosów 12%
  • kawałek wędzonego łososia
  • odrobina oliwy do smażenia

rozdzielić różyczki brokuła (odciąć łodygę). zalać wodą i gotować do miękkości. następnie odcedzić.
czosnek drobno posiekać. ser żółty zetrzeć na tarce na dużych oczkach. łososia poszarpać na mniejsze kawałki.
na odrobinie oliwy smażyć chwilę czosnek. wrzucić lekko rozgniecionego brokuła. smażyć razem około 5 minut.
w tym czasie wstawić makaron. ugotować go w osolonej wodzie al dente.
do brokuła wlać śmietankę. rozgnieść razem na papkę o konsystencji gęstego farszu. dusić kolejne 5 minut, przy czym po 2 minutach dodać przyprawy: sól, pieprz, pieprz ziołowy, bazylię i odrobinę soku oraz starty żółty ser. mieszać od czasu do czasu.
ugotowany i odcedzony makaron wrzucić do miski. przełożyć tam również gotowy sos. delikatnie wymieszać. nakładać na talerze i udekorować kawałkami łososia.



Edysia: "potrawa łatwa, szybka i przyjemna. No dobrze, smaczna też, nawet bardzo. Bardzo lubię takie potrawy, zwłaszcza w ciepłe dni, kiedy nie mam czasu ani ochoty na długie siedzenie w kuchni. Sos warto dobrze doprawić (najlepiej dodać dużo pieprzu), żeby był bardziej wyrazisty, bo brokuły same w sobie mają dość mdły smak.

Chociaż muszę Wam powiedzieć, że w moim przypadku nie obyło się bez przygód. Nie udało mi się w naszym sklepie kupić parmezanu, ani makaronu takiej szerokości jakbym chciała. Dlatego po przygotowaniu potrawy i przełożeniu jej na talerz miałam duże wątpliwości, czy uda mi się ją jakoś sensownie i nie zniechęcająco sfotografować. Skoro więc wpis dzisiaj się pojawia, to znaczy że jednak jakoś się udało ;)". (jej wersja tutaj, klik klik)


potrawę dołączam do akcji Mossga - "viva la pasta 2":


22:25, cuda.wianki , drugie dania
Link Komentarze (26) »
ostatnie dni nie dość, że wolne od pracy (w przypadku Faceta) to jeszcze tak piękne, że usiedzieć w domu jest niezwykle trudno! więc praktycznie nas w nim nie ma!

Kruszyn kocha wycieczki tak samo jak i my, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zapakować do torby co potrzeba i pojechać gdzieś na cały dzień. a w przypadku Zielonej Wyspy jest naprawdę gdzie! fakt, że mieszkamy praktycznie w górach, w dodatku prawie nad morzem, ułatwia sprawę! a zafundować wycieczki z atrakcjami, jak ostatnia podróż promem to kolejne nowe wyzwania w życiu małego Kruszynka...



często nasze wycieczki są spontaniczne. budzimy się. spoglądamy za okno, następnie w biegu pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy i wyjeżdżamy! wtedy na pewno nie jestem w stanie przygotować jakiegoś skromnego posiłku na piknikowanie.
niestety najczęściej kończy się na ... fast foodach... dlatego, gdy mam więcej czasu wolę przygotować domowego burgera, zapakować go w torbę i podgrzać lekko na słońcu (nie śmiejcie się, inaczej się nie da ;-)) zamiast zjadać coś o czym nie mam pojęcia co jest do końca w środku! ;-)


//przepis metodą prób i błędów, inspiracja z magazynu "good food"



cheeseburger
(6-7 sztuk)


  • 500g mięsa mielonego wołowego
  • garść żółtego sera (używam edam)
  • 1 mała kajzerka
  • odrobina mleka
  • 1- 2 łyżki musztardy z gorczycą
  • 2 łyżki sosu Worcestershire (klik klik)
  • sól, pieprz
  • 1 jajko
  • garść świeżej naci pietruszki

dodatkowo:
  • sałata
  • pomidor
  • żółty ser w plastrach
  • olej do smażenia
  • bułki do burgerów


kajzerkę zalać odrobiną mleka. odstawić.
mięso wyrobić rękoma z jajkiem, musztardą i sosem Worcestershire. dodać odciśnięta kajzerkę. wyrabiać razem. doprawić solą i pieprzem.
ser zetrzeć na tarce na dużych oczkach.
dodać ser i pokrojoną drobno nać pietruszki. po raz ostatni wyrobić ręką mięso. włożyć do lodówki przykryte folią aluminiową do przegryzienia się, najlepiej na noc.
z mięsa uformować 6-7 kotletów. spłaszczyć je ręką.
patelnię grillową posmarować odrobiną oleju. smażyć kotlety na małym ogniu na rumiano z obu stron (około 8 minut każda strona).
bułki do burgerów można również lekko przypiec. położyć na nich plasterek sałaty, żółtego sera i pomidora oraz cheeseburgera. przykryć. podawać ciepłe.


przepis na cheeseburgera ląduje do akcji Usagi - "czas na piknik":


13:42, cuda.wianki , przystawki
Link Komentarze (21) »
czwartek, 28 kwietnia 2011


kolejny hit minionych Świąt!
bossssko cytrynowy! bardzo kremowy!
przegrał jedynie z tradycyjnym sernikiem pewnej gospodyni, u której miło spędzaliśmy czas... nic dziwnego! sernik tradycyjny ma już podobno swoją historię, sernik cytrynowy dopiero ją buduje! ;-)


//przepis stąd, klik klik. lekko przeze mnie zmodyfikowany.




sernik cytrynowy
(forma o średnicy 23cm)

  • 225g ciastek digestives
  • 100g masła
  • 600g serka 3krotnie zmielonego na serniki (u mnie Quark)
  • 250g serka mascarpone
  • 3 cytryny
  • 2 jajka plus 2 żółtka
  • 4 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 175 g cukru
  • 100ml śmietanki kremówki (36%)
  • 6 łyżeczek lemon curdu (może być z tego przepisu, klik klik)
  • 1 łyżka cukru pudru

na spód: ciasteczka rozgnieść tłuczkiem lub za pomocą malaksera. połączyć z roztopionym masłem. wymieszać.
formę wyłożyć papierem do pieczenia. na to masą ciasteczkową. włożyć formę do zamrażarki na czas przygotowania masy serowej.
oba rodzaje serków zmiksować. dodać cukier, ponownie zmiksować. następnie po jednym jajku i żółtku, cały czas miksując.
cytryny sparzyć. zetrzeć skórkę z 3 cytryn. dodać je do masy serowej. wycisnąć sok z 1 cytryny. wlać do masy serowej. zmiksować wszystko razem mikserem.
na koniec dodać mąkę ziemniaczaną i zmiksować po raz ostatni.
wyjąć formę z zamrażarki. wylać masę serową na spód z ciasteczek.
3 łyżki lemon curdu lekko podgrzać, żeby był bardziej lejący. dodać do masy serowej lekko mieszając.
piec sernik w 180 stopniach przez 45-60 minut, do suchego patyczka.
wyłączyć piekarnik, uchylić lekko drzwiczki i studzić tak sernik. następnie wyjąć z piekarnika.
po całkowitym ostudzeniu włożyć na kilka godzin do lodówki (lub na całą noc) w celu przegryzienia się.
śmietanę kremówkę lekko ubić, wymieszać z 3 łyżkami lemon curdu oraz łyżką cukru pudru. rozłożyć na wierzchu sernika.
ciasto przechowywać w lodówce.
środa, 27 kwietnia 2011
(lekko spóźniony wpis, przepraszam Dziewczyny!, z powodów ode mnie niezależnych i tym razem nie przez internet, a... kolację urodzinową niespodziankę! :-))


oj, chyba jedna z najlepszych babek jakie jadłam w życiu!

ale nie mogę być obiektywna, bo lubię:
tiramisu,
kawowe smaki,
wilgotne babki...



a ta babka właśnie taka jest! wymarzona dla miłośników deseru tiramisu, ach ten sos (u mnie raczej gęsty krem...), pysznie kawowa, choć nie przesadnie (zależy jak mocnej kawy dodacie do ciasta) oraz jest całkowitym zaprzeczeniem suchej babki (za którą nie przepadam)! zatem: polecam bardzo!

a polecają ze mną: Atinka i Majanka, w których to towarzystwie dane mi było znów piec! dziękuję Kochane za wybór i za wspólne pieczenie! już nie mogę się doczekać następnego razu! :-)


//przepis Bajaderki, znaleziony na stronie Moje Wypieki, klik klik.



babka tiramisu z sosem mascarpone
(forma o średnicy 26cm lub 7 mniejszych babek)

  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 1,5 szklanki drobnego cukru
  • 1,5 szklanki mleka
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 170g masła
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/4 szklanki zaparzonej mocnej kawy (u mnie z 2 łyżeczek)
  • 1/4 szklanki kawowego likieru (u mnie Tia Maria)
  • 2 łyżki kakao

na sos:
  • 115g serka mascarpone
  • 1/4 szklanki likieru kawowego (użyłam Tia Maria)
  • 60ml śmietanki kremówki
  • 4 łyżki cukru pudru

masło doprowadzić do temperatury pokojowej.
mąkę, proszek oraz sodę przesiać razem.
masło ukręcić mikserem. dodawać stopniowo cukier i ucierać razem. następnie dodawać po jednym jajku, wciąż miksując. wlać ekstrakt. wlewać mleko na przemian wsypując przesiane suche składniki i miksować.
z gotowej masy przełożyć jedną szklankę do pierwszej miski. dodać zimną kawę i 1 łyżkę kakao. wymieszać.
odłożyć kolejną szklankę do drugiej miski. zmiksować z likierem i 1 łyżką kakao.
pozostałą masę podzielić na 2 części. pierwszą wyłożyć na dno formy. następnie rozsmarować masę z kawą i masę z likierem. na koniec delikatnie porozkładać resztę masy.
piec 50-60 minut (około 40-45 minut mniejsze babki) w 165 stopniach, do suchego patyczka.
wyjąć z piekarnika. ostudzić w formie, następnie odwrócić, aby wyjąć.
przygotować sos, miksując wymienione składniki. podawać go z babką.


rok temu:
20:52, cuda.wianki
Link Komentarze (26) »
wtorek, 26 kwietnia 2011
zupełnie inna Wielkanoc niż dotychczas. na pół w szlafrokach, gdy nikt i nic nie pospieszało, z masą chusteczek pod ręką, na wpół w gościach, gdzie oczywiście przejadaliśmy się do syta!

niestety nie udało się nam uchronić Kruszynka, którego do dziś przeziębienie rozkłada na łopatki :-( ale nie tylko on choruje. nasz internet wciąż ma się kiepsko, ale mimo tego spróbuję Wam trochę przybliżyć nasz świąteczny miniony klimat...
w naszej wielkanocnej kuchni wybrałam 3 potrawy, o których pragnę Wam napisać, a potem... potem to już będzie maj! i zupełnie nowe wyzwania!



na pierwszy ogień będzie o wielkanocnym żurku, który gotowany w czasie ciężkiej nocy Kruszynkowego przeziębienia, z samego rana, na świątecznym śniadaniu okazał się niespodziewanym faworytem!

muszę przyznać, że to był mój pierwszy własny tradycyjny żurek, z którego wreszcie-nareszcie byłam zadowolona! za rok mam nadzieję, uda mi się przygotować własny zakwas, o ile zdobędę na czas mąkę żytnią! ale póki co, podaję przepis tym, którzy wciąż szukają swojego żurkowego ideału. kto wie, być może ten okaże się tym najbliższym?...

//lekko zmodyfikowany przepis od Dorotki z Pozytywnej Kuchni.



żurek z jajkiem
(5-6 osób)

na wywar:
  • 3 średnie marchewki
  • 2 gałązki selera naciowego
  • 1 por
  • 1 pietruszka
  • kilka ziarenek pieprzu, 2 ziarenka ziela angielskiego, listek laurowy
  • 1 ząbek czosnku
  • 1,5l wody

na żurek:
  • wywar (ze wspomnianych składników)
  • 0,5l zakwasu na żurek
  • 3 łyżki gęstej śmietany
  • 3 łyżeczki mąki pszennej
  • 250g wędzonego boczku
  • 2 małe pętka białej kiełbasy
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz, majeranek do smaku
  • 5-6 jajek

ugotować wywar: obrane i pokrojone w mniejsze kawałki warzywa zalać wodą. zagotować. wrzucić ziele angielskie, ziarenka pieprzu, listek laurowy i czosnek. zmniejszyć ogień. gotować pod przykryciem do miękkości warzyw (około 45 minut).
odcedzić wywar, a dokladniej wyjac warzywa, przyprawy zostawic. odlać 1 szklankę. wymieszać ją z zakwasem. wlać do gotującego się wywaru. gotować razem około 20 minut.
w tym czasie wytopić na patelni pokrojony w kostkę boczek, dodać pokrojoną w plasterki białą kiełbasę. przesmażyć na rumiano.
w kubku wymieszać śmietanę z mąką oraz odrobiną gotującej się zupy, tak aby nie było grudek. wlać to do garnka z żurkiem. zagotować chwilę razem, następnie wrzucić zawartość patelni. wymieszać. dodać sól, pieprz oraz majeranek do smaku. dodac rowniez pokrojona w plasterki marchewke. gotować jeszcze przez jakieś 15 minut na małym ogniu.
wyłączyć i doczekać, aż przejdą się smaki. najlepiej gotować żurek dzień wcześniej.
podawać gorący, z jajkiem.


p.s. kolejne będą dwa świąteczne wypieki! zapraszam!
22:42, cuda.wianki
Link Komentarze (23) »
środa, 20 kwietnia 2011
pamiętam każde z pragnień dotyczące Kruszynka. żeby wreszcie się do mnie uśmiechnął! żeby powiedział po raz pierwszy mama! żeby przytulił się do mnie bardzo mocno na znak, jak bardzo mnie kocha. wreszcie, żebyśmy wieczorem leżeli przed snem i czytali książki. słuchali w ciągu dnia moich ulubionych piosenek z Tik Taka. żebyśmy razem upiekli ciasteczka!...

ach, jak cudownie, że są takie pragnienia, które się spełniają! :-))



dalej powinno być jeszcze bardziej optymistycznie, ale nie będzie... katar i jeszcze raz katar, który koniecznie musimy z Facetem wyleczyć do Świąt (szykuje się nam bowiem kilka wizyt), przy okazji nie zarażając Kruszynka, męczy mnie na tyle, że słoneczne dni, nie opuszczające Wyspy, nawet mnie nie wzruszają. jestem zmęczona ciągłym kichaniem. i faktem, że zaraz Święta. jak tu sprzątać, gotować, czy nawet cieszyć się czymkolwiek, kiedy choroba rozkłada nas na łopatki!

to sobie ponarzekałam! ;-))

ale nie poddaję się! zresztą, Kruszyn i jego niespożyta energia na pewno by mi na to nie pozwolili. i tak słuchamy "pocałuj żabkę w łapkę", tańcząc przy tym i cmokając Kruszynkową żabę. czytamy o Bambo, który boi się, że się wybieli. i pieczemy maślane ciasteczka!



są naprawdę maślane! waniliowe i takie od serca! to co, że krzywe, bo wycinane małymi rączkami Kruszynka, a przynajmniej kilkanaście z nich... bo jak się okazuje, na wspólne pieczenie to jeszcze muszę chyba jednak poczekać, o ile się doczekam!
Kruszyn już biegnie do malowanek. wycinanie ciastek nie jest aż tak interesujące jak malowanie po raz tysięczny wozu strażackiego! ;-)

maczanie ciasteczek w malinowej herbatce i zjadanie zajączkom uszu idzie mu już znacznie lepiej!...


//przepis na ciasteczka z magazynu z tutejszego marketu. lekko przeze mnie zmodyfikowany.



ciastka maślane
(około 50 sztuk)

  • 200g masła
  • 180 g drobnego cukru do wypieków
  • 2 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 1 jajko
  • 400g mąki pszennej + do podsypywania

masło doprowadzić do temperatury pokojowej. zmiksować. powoli wsypywać cukier i miksować razem. następnie wbić jajko i wlać ekstrakt. ponownie zmiksować. na koniec dodawać stopniowo mąkę i miksować po raz ostatni.
ciasto wyłożyć na oprószony mąką blat, wyrobić je rękoma, ulepić kulę i zawinąć w folię. schłodzić w lodówce przez minimum 30 minut. (można część zamrozić i rozmrażać, gdy najdzie nas ochota na ciasteczka, następnie wycinać i piec)
ciasto wyjąc z lodówki. podsypując mąką wycinać ciasteczka, grubsze lub cieńsze, jakie kto lubi.
piec w 160 stopniach przez 12-15 minut. (cieńsze krócej)
studzić na kratce.
przechowywać w hermetycznym pojemniku.


rok temu:
piekłam również ciasteczka, tyle, że Anzac!

wtorek, 19 kwietnia 2011
u mnie w domu nie było tradycji mazurków. jedyny jaki zjadłam w życiu u jednej z cioci, wieki temu, nie posmakował mi wcale, że już na samo słowo mazurek uciekałam od stołu ;-)

tamten był słooooooodki, mdłyyyyy i jeszcze raz za słodki!

a przecież jest tyle możliwości i kombinacji mazurkowania, że szkoda, aby to tradycyjne polskie ciasto na dobre zanikło z naszego Wielkanocnego menu!

i tak w ostatnich dniach sobie mazurkuję! ;-)



znacie już moją słabość do śliwek w czekoladzie (pisałam o niej tutaj, klik klik). dlatego nie powinien Was zdziwić fakt, że właśnie eksperymentuję z mazurkiem pełnym śliwek i czekolady!

a tym, którzy wciąż nie są przekonani do kruchego ciasta ze słodkim mazurkowym nadzieniem, proponuję zrobić sobie mini mazurki z ulubionymi dodatkami. z kajmakiem. bakaliami. orzechowe. czy ze śliwką w czekoladzie, jak ja.
niech to będzie takie Wasze Wielkanocne ciastko! (Wielkanocne, czytaj raz do roku! w czasie, kiedy można pozwolić sobie na nieco więcej kalorii ;-))



//przepis jest przeróbką Liskowego mazurka dla dorosłych, który znajdziecie tutaj, klik klik. ale jak zobaczycie poniżej mam do niego wiele odnośników ;-)



mazurek "pijana śliwka"
(forma 20 x 35cm*)


ciasto**:

  • 160g mąki pszennej
  • 40g zmielonych migdałów
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 1 żółtko
  • 70g zimnego masła
  • szczypta soli

nadzienie***:

  • 200g suszonych śliwek
  • odrobina wódki do namoczenia śliwek
  • odrobina powideł śliwkowych (mogą być z tego przepisu, klik klik)
  • 1 puszka (około 400g) masy kajmakowej
  • 50g gorzkiej czekolady 70%
  • 2 łyżki mleka
  • garść płatków migdałowych

dzień wcześniej namoczyć śliwki w alkoholu (u mnie wódka). odsączyć następnego dnia. przekroić na pół (do tartaletek posiekać drobno).
z podanych składników na ciasto zagnieść jak na kruche. można to zrobić w malakserze.
formę wyłożyć papierem do pieczenia. następnie wylepić gotowym ciastem. nakłuć widelcem. można zrobić wyższe brzegi z resztek ciasta, przylepiając cienkie wałeczki.
piec w 190 stopniach przez 10-12 minut. ostudzić.
posmarować cienką warstwą powideł śliwkowych (najlepsze są domowej roboty, z niską ilością cukru).
w rondelku umieścić masę kajmakową, połamaną czekoladę oraz mleko. podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż czekolada się rozpuści, a masa zrobi jednolita. ostudzić.
na powidła rozłożyć pokrojone śliwki. na to masę czekoladową. posypać uprażonymi na suchej teflonowej patelni płatkami migdałów. wstawić do lodówki do przegryzienia się (minimum 2h).
przechowywać w lodówce.


* z połowy porcji wyszły 4 tartaletki o średnicy 6cm
** próbowałam również bardziej tradycyjnego kruchego ciasta z pierwszego przepisu, który podała Beata71, klik klik. było super!
*** robiłam również bez powideł, brakowało mi jednak bardziej kwaskowatego smaku



p.s. jutro w planach maślane ciasteczka Wielkanocne. czy małe rączki pomogą?? ...




rok temu:
podałam
zupę z czosnku, idealną na przeziębienia!

22:31, cuda.wianki
Link Komentarze (19) »
niedziela, 17 kwietnia 2011
wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

wyjazd do rodzinnego domu był krótki i szybki. było wesoło, niestety nie zawsze, ale o tym sza!, kompletnie nie udała się nam pogoda, za to Kruszyn można rzec śmiało podbił chyba wszystkie serca bez wyjątku! i nic dziwnego! z dnia na dzień gada coraz więcej. rozumie coraz więcej. zadziwia coraz więcej i ma coraz więcej loków ;-)

a od wczoraj jesteśmy już na Wyspie... w domu!

wieczorem, gdy Kruszyn zasnął, a Facet był na nocce w pracy, usiadłam na naszej sofie, z kubkiem gorącego kakao, włączyłam telewizję i mimo zmęczenia poczułam się szczęśliwa. choć nigdy nie przypuszczałam, że Wyspa to będzie kiedyś moje miejsce, tak teraz nic mi do tego. moje miejsce jest tam gdzie są moi dwaj mężczyźni. i nieważne czy na Wyspie, czy w rodzinnym domu, czy nawet w Honolulu.

wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

również we własnej kuchni... :-)



w kuchni mojej Mamy na amen pokłóciłam się z piekarnikiem. choć tarta Tatin wyszła całkiem całkiem, tak testowy mazurek (wiem, zarzekałam się, że ich nie będę piec, bo nie przepadam, ale ten przepis jest świetny!), a raczej jego spód wyszedł KIEPSKI! stanęło na tym, że odnowiłam kontakty z ulubioną cukiernią ;-)

nie dziwicie się więc, że cieszę się na widok własnego piekarnika! od razu się przydał, gdy na obiad miałam przygotować coś z zastanych w domu składników (Facet robił zakupy bez mojej listy ;-)). i tak cebule, czarne oliwki i zapomniana puszka anchois wylądowały na drożdżowym spodzie! pissaldiere!

jako cebulomaniaczka ;-) zakochałam się w tym placku od pierwszego spojrzenia, gdy pokazała nam go Liska, tutaj. musiało widocznie minąć sporo czasu, zanim wylądował na naszych talerzach. a szkoda, bo dla cebulomaniaków jest rewelacyjny! :-) takie niby danie dla facetów, sprawdza się przy piwie, albo dla emancypantek w spodniach ;-)


//poniższy przepis to mieszanka dwóch: Liski, tutaj, klik klik oraz przepisu z dodatku do magazynu "olive".



pissaldiere
(forma 25 x 35cm)

  • ciasto drożdżowe jak na pizzę z ulubionego przepisu
  • 1kg cebuli
  • mała puszka filetów anchois
  • kilkanaście czarnych oliwek
  • olej do smażenia
  • sól, tymianek, zioła prowansalskie, pieprz

na farsz: cebule obrać, przekroić na pół, następnie kroić w piórka. rozgrzać olej na patelni. wrzucić cebulę. dusić na małym ogniu około 45 minut, od czasu do czasu mieszając. pod koniec dodać tymianek, zioła prowansalskie, sól (ostrożnie, bo anchois jest słone) i pieprz do smaku.
przygotowane ciasto drożdżowe, jak na pizzę, rozwałkować do wymiarów formy. na wierzchu ułożyć przygotowaną, ostudzoną cebulę oraz udekorować oliwkami i anchois.
piec w 200 stopniach przez 25 minut.


p.s. a od następnego wpisu będzie pachnieć już tylko Świętami! wkrótce zapraszam na Wielkanocne wypieki! :-)

22:02, cuda.wianki , przystawki
Link Komentarze (23) »
| < Listopad 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
spis tresci:
start
cudawianki
brulion
zagladam do kuchni:
podglądam:
UWAGA!
Durszlak.pl